
Budanow wściekły na propozycję USA, ujawniają kulisy. "Wzorem jest Polska"
Amerykańscy negocjatorzy Steve Witkoff i Jared Kushner zaproponowali Ukrainie wznowienie dostaw rosyjskiej ropy i gazu do Europy, co spotkało się z gniewem szefa gabinetu prezydenta Ukrainy Kyryła Budanowa.
Propozycja amerykańskich negocjatorów pojawiła się podczas spotkania na Florydzie 9 października. Witkoff i Kushner przedstawili koncepcję regionalnego planu rozwoju, który miałby objąć Ukrainę, Europę i Rosję. Jeden z kluczowych elementów to przywrócenie pełnej sprawności rurociągów transportujących rosyjską ropę i gaz przez terytorium Ukrainy.
Amerykanie przekonywali, że takie rozwiązanie mogłoby przynieść Ukrainie dochody z tranzytu oraz obniżyć koszty energii w Europie. Postrzegali porozumienia gospodarcze z Rosją jako potencjalny instrument dalszych negocjacji zmierzających do zakończenia wojny.
Gniew Budanowa
Propozycja spotkała się ze stanowczą reakcją strony ukraińskiej. Szef gabinetu prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow był oburzony, gdyż w jego ocenie taka inicjatywa mogłaby znacząco uzależnić Kijów od Moskwy.
Po dyskusji na temat propozycji spotkanie zostało przerwane. Budanow skontaktował się telefonicznie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, aby skonsultować sytuację. Zełenski poradził swojemu podwładnemu, aby nie okazywał emocji.
Rosyckie żądania
Delegacja ukraińska obawiała się, że przywrócenie stosunków ekonomicznych między Waszyngtonem a Moskwą odbędzie się kosztem interesów Kijowa. Niepokój budziła też perspektywa powrotu rosyjskich surowców energetycznych na rynek europejski przed oficjalnym zakończeniem wojny.
Tymczasem Rosja zgodziła się na powrót do stołu negocjacyjnego po dziewięciomiesięcznej przerwie. Kolejne spotkanie ma odbyć się w listopadzie w Abu Zabi. Doradca Putina ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow przyznał, że nie spodziewa się znaczących postępów, ale podkreślił konieczność udziału przedstawicieli Europy przy stole negocjacyjnym.
Jak donosi „The Telegraph”, Kreml chce wykorzystać negocjacje do próby powrotu do poziomu obecności wojsk NATO w Europie obowiązującego do 1997 roku, co oznaczałoby wycofanie sił Sojuszu z krajów graniczących z Rosją.