Skip to main content
Wynajęli mieszkanie pod Barceloną. "Odzyskaliśmy kilka rzeczy ze śmietnika"

Wynajęli mieszkanie pod Barceloną. "Odzyskaliśmy kilka rzeczy ze śmietnika"

Interia Wydarzenia
27 paź 2026, 08:11Portale
Oryginał
5 min czytania

Joanna Soczyńska po problemach z przeciekającym dachem i wstrzymaniu czynszu została eksmitowana z mieszkania pod Barceloną, a jej dobytek trafił na śmietnik.

Widok na morze, basen i nowoczesne wnętrza miały być spełnieniem marzeń. Zamiast tego pojawiły się przeciekający dach, nieskuteczne interwencje i problemy z właścicielem, a potem eksmisja. Joanna Soczyńska po wymianie zamków straciła dostęp do mieszkania, a część jej dobytku wyrzucono na śmietnik.

Luksus tylko na obrazku

Joanna Soczyńska od ponad 15 lat mieszka w Hiszpanii. Przez lata wynajmowała mieszkania od prywatnych właścicieli i, jak mówi, nigdy wcześniej nie miała podobnych problemów. Wszystko zmieniło się, gdy wraz z partnerem i dwojgiem małych dzieci przeprowadzili się do nowoczesnego osiedla pod Barceloną, położonego tuż przy plaży.

Mieszkanie miało być spełnieniem marzeń. Był widok na morze, basen, przestrzeń do pracy i możliwość wykupu nieruchomości. Szybko jednak okazało się, że efektowna wizualizacja ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Oferują cenę za to, co widać na obrazku. Potem okazuje się, że ta cena, czyli prawie 3 tysiące euro miesięcznie, w ogóle nie jest adekwatna. Okazało się, że konstrukcja jest wadliwa - opowiada Joanna.

Ultimatum zakończone eksmisją

Największym problemem, jak tłumaczy, były przecieki. Woda zaczęła pojawiać się w mieszkaniu z dachu i ścian. Joanna i jej partner wielokrotnie zgłaszali problemy właścicielowi budynku. Mimo kolejnych interwencji usterki nie były skutecznie usuwane.

Chodziło przy tym nie o drobne naprawy, ale o problemy konstrukcyjne, dlatego zwykły wynajęty fachowiec nie mógł tego naprawić - opowiada. Rodzina próbowała znaleźć rozwiązanie. Mieliśmy tam wszystko, całe nasze życie. Podobało nam się to miejsce, ale mieliśmy już naprawdę dosyć tej sytuacji.

W pewnym momencie zdecydowali się wstrzymać jedną z płatności do czasu rozpoczęcia prac. - Wysłaliśmy do ich biura dokument, że wstrzymujemy tę jedną wpłatę, dopóki nie zaczną nam naprawiać mieszkania, bo przecież chodziło o nasze bezpieczeństwo. Firma odezwała się do mnie, że jeżeli wpłacimy pół czynszu, to zaczną naprawiać. Nie zaczęli - relacjonuje.

Joanna mówi, że prawdziwy koszmar nastąpił 14 lipca tego roku, kiedy wróciła do mieszkania z dzieckiem. Na miejscu okazało się, że nie może wejść do środka.

Nie mogłam dostać się do mieszkania, w którym były wszystkie nasze rzeczy, gotówka, dokumenty. Okazało się, że pod naszą nieobecność właściciel wymienił zamki i napisał, że opuściliśmy mieszkanie razem ze wszystkimi naszymi rzeczami. Nikt się z nami wcześniej nie kontaktował, nie dotarła do nas żadna informacja - mówi.

Dobytek na śmietniku

„Odzyskaliśmy kilka rzeczy ze śmietnika” - mówi Joanna. Jeszcze tego samego dnia rodzina wezwała policję. - Policja tak naprawdę nic nie zrobiła, nie mogła - opowiada. Jak najszybciej zatrudnili prawnika. Okazało się, że zniknęła część ich dobytku.

Wszystko, co cenne i nasze, zostało zabrane. Firma powiedziała, że oddała część rzeczy do przechowalni, ale były to jedynie ubrania w workach na śmieci - mówi. Rodzina przez kolejne tygodnie próbowała odzyskać swoje rzeczy, niestety bezskutecznie.

Po około dwóch miesiącach Joanna otrzymała telefon od znajomego sąsiada. - Zawiadomił nas, że na śmietnik wyrzucane są nasze rzeczy. Meble, kanapy, nasze zdjęcia, wszystkie dokumenty. Odzyskaliśmy kilka rzeczy z tego śmietnika, ale to było naprawdę upokarzające i traumatyczne doświadczenie - opowiada.

Wśród utraconych do tej pory bezpowrotnie rzeczy była również gotówka. - Samej gotówki było około 50 tys. euro. Oprócz tego biżuteria, złoto, wszystkie meble, sprzęty. W samej kuchni były urządzenia warte kilka tysięcy euro - wylicza Joanna.

Inny najemca, podobne problemy

Adrian* wynajmował mieszkanie na tym samym osiedlu. - Przez miesiąc nie miałem wody. Próbowałem kontaktować się z agencją, pisałem do nich, ale sam nie mogłem nic zrobić. Niektóre naprawy, zgodnie z umową, muszą przeprowadzać oni. W końcu straciłem cierpliwość - mówi.

Zdecydował się na wynajem ze względu na położenie osiedla. Przy plaży, z widokiem na morze. - Mieszkanie wynająłem, zanim w ogóle je zobaczyłem. Zapłaciłem cztery tysiące euro za rezerwację i sześć tysięcy euro kaucji. Na początku wszystko było w porządku - opowiada. Do czasu.

Z przeciekami problemy ma właściwie pół bloku. Druga sprawa to bezpieczeństwo. Na osiedlu regularnie dochodziło do kradzieży. Kiedy przyjechał do nas znajomy i wyszliśmy na chwilę coś zjeść, ktoś wybił szybę w jego samochodzie i ukradł pieniądze - mówi Adrian.

Podpisał umowę najmu na siedem lat. Problemy zaczęły się także na gruncie formalnym. - Zmieniłem pracę, więc dogadałem się z agencją, że przez trzy miesiące nie będę płacił czynszu, a później ureguluję należność. Tak się umówiliśmy i tak zrobiłem. Ale to duża agencja, więc najwyraźniej ktoś pomylił się w systemie - relacjonuje.

Skierowali sprawę do sądu, a mnie w żaden sposób nie poinformowali o postępowaniu. Gdybym wiedział o rozprawie, przedstawiłbym dokumenty potwierdzające, że wszystko zostało już zapłacone. Płatności były pobierane automatycznie z konta, przez trzy lata regulowałem je na bieżąco. Po prostu mają tam bałagan - opowiada.

Eksmisja bez powiadomienia

Na rozprawę się nie stawił, bo nie wiedział, że w ogóle się odbywa. O sprawie dowiedział się dopiero wtedy, gdy pod jego nieobecność do mieszkania, w którym przebywała jego dziewczyna, przyszła kobieta z informacją, że za tydzień zostaną eksmitowani.

Prawnikowi udało się wstrzymać eksmisję. Sprawa miała zostać ponownie rozpatrzona, bo miałem potwierdzenie naszej umowy. Problem polegał na tym, że minął już termin na odwołanie. Prawdopodobnie wygralibyśmy tę sprawę, ale uznałem, że skoro zerwano z nami umowę, nie będziemy ryzykować - mówi Adrian.

Znaleźli inne mieszkanie i się wyprowadzili. Z agencją podpisali ugodę, zgodnie z którą miała zwrócić im sześć tysięcy euro kaucji w maju. Pieniądze jednak nie wpłynęły na konto. - Wszystko mamy spisane. Pisałem do nich, ale nie ma z nimi żadnego kontaktu. Nie mają biura w Barcelonie, a komunikacja z nimi to koszmar - dodaje.

Ryzykowne wstrzymanie czynszu

O sprawę pytamy mec. Katarzynę Dylik, abogadę (adwokatkę uprawnioną do wykonywania zawodu w Hiszpanii) z Kancelarii „Prawo Hiszpańskie” z siedzibą w Barcelonie.

Ekspertka prawna mec. Katarzyna Dylik wskazuje, że jednostronne wstrzymanie czynszu przez najemcę w Hiszpanii jest ryzykowne i może prowadzić do rozwiązania umowy. - W Hiszpanii najemca, który wstrzymuje czynsz bez wyroku sądu, ryzykuje rozwiązanie umowy przez właściciela - tłumaczy.

Joanna podkreśla, że w jej ocenie nie jest jedyną osobą, która miała problemy z osiedlem. O sytuacji mieszkańców rozmawiają na grupowych czatach. Jej zdaniem problemem jest między innymi to, że wielu mieszkańców pochodzi z zagranicy.

Ludzie często nie znają hiszpańskiego albo po prostu nie znają prawa. Nie będą się processować. Po prostu opadają im siły, jeżeli wydają pieniądze na prawnika, wysyłają pisma, a te pisma nie przynoszą żadnego efektu - tłumaczy.

Dla Joanny i jej rodziny sytuacja oznaczała nie tylko walkę prawną, lecz także konieczność rozpoczęcia życia od nowa. - Stres był ogromny. Trzeba było szukać nowego mieszkania, co nie jest łatwym zajęciem. Potem, kiedy okazało się, że wyrzucili nasze rzeczy, musieliśmy kupić wszystko od nowa - mówi.

Z.ai
Article written by AI
Z.ai GLM-4.5-FlashFree
Free AI articles150 of 150
No limit after signing in with Telegram