
Wybory prezydenckie w Brazylii pod lupą Waszyngtonu. Spór o nagłe przedłużenie pracy lokali wyborczych
Prezydent USA Donald skrytykował brazylijskie wybory prezydenckie, nazywając je sfałszowanymi, jednocześnie deklarując sympatię dla zwycięzcy Luli da Silvy.
Prezydent USA Donald Trump skrytykował w poniedziałek brazylijskie wybory prezydenckie, nazywając je sfałszowanymi. Zaznaczył jednak, że darzy sympatią prezydenta Brazylii Lulę da Silvę, z którym utrzymuje dobre relacje.
Cóż, dla mnie wyglądało to okropnie. To okropnie wyglądało. Nie opowiadałem się po żadnej ze stron, ale wyglądało to jak kolejne sfałszowane wybory - powiedział Trump przed odlotem na wiec wyborczy w Mississippi.
Amerykański przywódca wyraził niezadowolenie z decyzji o przedłużeniu czasu głosowania, określając ją jako „bardzo dziwne”. Pytany o plany dalszych działań, odparł, że nie jest prezydentem Brazylii i nie będzie ingerował w ich sprawy wewnętrzne.
Krytyka przedłużenia głosowania
Trump nie poparł żadnego z kandydatów w brazylijskich wyborach, mimo bliskich stosunków z byłym prezydentem Brazylii - ojcem jego rywala - Jairem Bolsonaro. Zdaniem brazylijskich komentatorów, interwencja amerykańskiego prezydenta mogłaby zaszkodzić faworyzowanemu przez niego kandydatowi.
Lubię Lulę. Bardzo dobrze się z nim dogaduję. Po prostu uważam, że wybory wyglądały bardzo źle. Sposób, w jaki je podliczono
Bolsonaro odrzuca wyniki
Rywal Luli, prawicowy senator Flavio Bolsonaro, odmówił uznania wyniku drugiej tury wyborów prezydenckich w Brazylii i zażądał unieważnienia wyniku. Podobnie jak Trump, skrytykował decyzję sędziego Sądu Najwyższego o przedłużeniu głosowania o dwie godziny.
Decyzja została ogłoszona tuż przed planowanym zamknięciem lokali wyborczych i wywołała zamieszanie w komisjach. Wiele lokali zakończyło pracę o pierwotnie wyznaczonej porze, podczas gdy inne były czynne dłużej. O wydłużenie pracy komisji wnioskował jednak również wcześniej sam Bolsonaro.