Ustawa odblokowała OZE. Ale mali inwestorzy oddają teraz pole gigantom
Po wejściu w życie ustawy sieciowej z kolejki o przyłączenie do sieci zniknęło 80 proc. wniosków. To efekt wzrostu opłat, które odsiały inwestorów spekulacyjnych.
Jak wynikało z danych Ministerstwa Energii na początku tego roku istniało 240 GW mocy w wydanych warunkach przyłączenia do sieci. Z tej liczby ponad 150 GW to same OZE, a 90 GW to magazyny energii. Rząd zakładał, że w wyniku reformy nawet 150 GW mocy może zostać odblokowanych dla inwestorów faktycznie chcących budować OZE.
Finansowe sito ustawy sieciowej zadziałało
Rząd poprzez wzrost kwoty zaliczek chciał odsiać inwestorów od tych, którym zależy tylko na skupowaniu warunków przyłączenia. Zgodnie z ustawą kwota zaliczki wzrosła z 30 zł do 60 zł za każdy kilowat wnioskowanej mocy. Pojawiła się też bezzwrotna opłata za rozpatrzenie wniosku, w wysokości 1 zł za każdy kilowat, ale nie więcej niż 100 tys. zł.
Po pół roku działania ustawy, znamy jej pierwsze efekty. Jak wynika z danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, z kolejki zniknęło 80 proc. wniosków o wydanie warunków przyłączenia. W przypadku sieci Operatorów Sieci Dystrybucji na etapie zapłaty zaliczek odpadło 40 proc. złożonych wniosków.
Wprowadzenie obligatoryjnej opłaty za wniosek pozwoliło na efektywną weryfikację portfela spraw w toku. Rezygnacja podmiotów wykazujących brak realnej gotowości inwestycyjnej zapoczątkowała proces sukcesywnego uwalniania zdolności przyłączeniowych
Mniej wniosków nie oznacza ograniczenia tempa rozwoju OZE
Na efekty ustawy sieciowej krytycznie patrzy mały i średni biznes. Jak tłumaczy Piotr Maciołek, liczba wniosków spada, bo złożenie wniosku to obecnie wystąpienie o bardzo reglamentowany dostęp do rynku.
– Wnioski zostały obarczone opłatą 100 tys. zł, co zadziałało jako sito. Drugim powodem dla cofania wniosków są kolejne obciążenia finansowe wprowadzone ustawą, takie jak zaliczki dla warunków przyłączenia i zabezpieczenia umów przy bardzo restrykcyjnych wymaganiach dla realizacji kamieni milowych projektów OZE – mówi.
PGE przyznaje, że liczba składanych wniosków może być niższa, jednak wynika to z eliminacji projektów o charakterze spekulacyjnym. – Celem zmian nie było ograniczenie inwestycji w OZE, ale zapewnienie, aby dostępne moce przyłączeniowe trafiały do projektów, które mają realne szanse realizacji – uważa PGE.
Czarny sen inwestorów OZE spełnia się
Małe i średnie firmy branży OZE, które zajmowały się rozwojem od podstaw projektów, mogą nie być w stanie spełnić warunków ustawy. Dlatego część większych spółek energetycznych jest chętna na zakup projektów, które mogą nie być zrealizowane.
– Wówczas standardowy model biznesowy, plan działania mniejszych deweloperów musi być pilnie korygowany, by sprostać wymaganiom nowych regulacji. I staje się to czasem czynnikiem zmuszającym małych deweloperów do sprzedaży projektów większym firmom i funduszom wcześniej, niż byłoby to realizowane w scenariuszu bazowym – mówi Maciołek.
Jak wskazuje Artur Kalicki, prezes Projektu Solartechnik, jesteśmy na etapie, na którym należy spodziewać się istotnych przetasowań na rynku. Mniejsze podmioty mają coraz trudniej, ze względu na rosnące koszty, wydłużony czas rozwoju projektów i brak pewności co do możliwości doprowadzenia ich do realizacji.
Pod koniec września PGE uruchomiła „Projekt MOC”, aby pozyskiwać z rynku inwestycje z obszaru OZE, magazynów energii i infrastruktury sieciowej. Grupa zaprasza deweloperów, inwestorów, fundusze i właścicieli projektów na każdym etapie rozwoju, a w szczególności te, które nie są jeszcze oferowane w ramach zorganizowanych procesów sprzedażowych.