
Uciekł z Oleszek, nie wierzy w zapewnienia USA. "Żadnego wpływu na Putina"
Biały Dom ogłosił tymczasowe zawieszenie broni w Oleszkach, do którego doprowadziła interwencja pierwszej damy USA Melanii Trump, mająca umożliwić ewakuację cywilów.
55-letni Witalij, który uciekł z Oleszek sześć tygodni temu, podchodzi sceptycznie do porozumienia i nie wierzy, że działania Melanii Trump wpłyną na decyzje Władimira Putina. Mężczyzna „bardzo sceptycznie” podchodzi do porozumienia. - Szanuję Melanię Trump, ale nie ma ona żadnego wpływu na dyktatora Putina - powiedział.
Życie na froncie
Witalij wraz z żoną i 13-letnim synem uciekł z Oleszek sześć tygodni temu. Mężczyzna wspomina w rozmowie z Reutersem życie w mieście na froncie, gdzie miesiącami nie było wody, elektryczności, gazu ani ogrzewania, natomiast bombardowania były codziennością. Zimą w ich mieszkaniu temperatura momentami spadała niemal do zera stopni.
Wspomina również problem z dostępem do żywności. Jego rodzina przez wiele tygodni musiała żywić się jedną szklanką ryżu dziennie, czasem z pomidorem i ogórkiem. Wielu towarów w mieście brakuje, a jeśli są, to bardzo drogie.
Kryzys w Oleszkach
Oleszki to niewielkie miasteczko znajdujące się w obwodzie chersońskim. Przed wojną zamieszkiwane było przez ok. 24 tys. osób. Obecnie zostało tam ok. 1,7 tys. osób, z czego ok. 35 dzieci. Miasto jest okupowane przez Rosję od pierwszych dni rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku.
Znajduje się jednak na samej linii frontu wobec czego w okolicach nadal toczą się intensywne walki. Na miejscu panuje też poważny kryzys humanitarny. W ubiegły piątek Biały Dom ogłosił, że Rosja i Ukraina zgodziły się na zawieszenie broni w Oleszkach. O wstrzymanie działań wojennych miała apelować pierwsza dama USA Melania Trump.
Kijów wyraził nadzieję, że dzięki temu możliwe będzie dostarczenie do miasta niezbędnych leków i żywności oraz ewakuacja mieszkańców. Również Kreml poinformował, że wszyscy cywile, którzy wyrażą wolę opuszczenia Oleszek, będą mieli taką możliwość.