
Powyborczy szok na giełdzie w Brazylii. Inwestorzy się bardzo przeliczyli
Historyczny krach po wyborach w Brazylii. Inwestorzy gremialnie obstawiający sukces Flávio Bolsonaro likwidują pozycje, a giełda musiała interwencyjnie poszerzyć limity wahań kursowych.
Niespodziewane zwycięstwo Luiza Inácio Luli da Silvy w drugiej turze wyborów prezydenckich w Brazylii wywołało trzęsienie ziemi na brazylijskim rynku finansowym. Inwestorzy z Wall Street, którzy gremialnie obstawiali sukces rynkowo zorientowanego Flávio Bolsonaro, w pośpiechu likwidują pozycje, a skala przeceny była tak duża, że giełda w São Paulo musiała interwencyjnie poszerzyć limity wahań kursowych.
Doszło także do dramatycznego załamania notowań brazylijskiego reala, a ministerstwo finansów w trybie nagłym odwołało zaplanowane aukcje obligacji skarbowych. Prawdziwy krach dotknął jednak segment mniejszych spółek. MSCI Brazil Small Cap, czyli indeks giełdowy mierzący wyniki małych spółek, zanotował bezprecedensowy zjazd o 30 procent, ustanawiając historyczny rekord przeceny w obliczu lawiny wezwań do uzupełnienia depozytów zabezpieczających.
Giełdowy szok
Równolegle dramatyczne chwile przeżywał rynek walutowy. Kurs brazylijskiego reala w stosunku do dolara runął we wczesnym handlu o 11 procent, zmierzając w kierunku najgorszej sesji od 1999 roku. Rentowności kontraktów swapowych na dłuższym końcu krzywej wystrzeliły w górę o blisko 300 punktów bazowych, błyskawicznie dobijając do dopuszczalnych widełek wahań.
Aby zapobiec całkowitej utracie płynności, brazylijska giełda podjęła nadzwyczajną decyzję o dwukrotnym rozszerzeniu limitów zmienności dla rynku walutowego, stóp procentowych oraz kontraktów futures na indeksy akcyjne, choć ułatwienia te wprowadzono wyłącznie na poniedziałkową sesję kasową.
Pogrom na rynkach globalnych
Fala kapitałowej paniki błyskawicznie uderzyła w emitentów powiązanych z Brazylią na giełdach w Stanach Zjednoczonych i Europie. Flagowy fundusz iShares MSCI Brazil ETF runął na otwarciu w Nowym Jorku aż o 26 procent, co stanowi jego najgłębszą przecenę w historii. Akcje pojedynczych spółek były wyprzedawane na pniu, co świadczy o masowej ucieczce kapitału.
Walory brokera XP tąpnęły aż o 52 procent, edukacyjny potentat, czyli grupa YDUQS Participações traciła 40 procent, z kolei bankowy gigant Itaú Unibanco tracił 16 procent. W portfelu największych spółek rosły kursy nielicznych, m.in. największego na świecie producenta celulozy, czyli koncernu Suzano Papel Celulose (wzrost o 8,4 proc.) czy koncernu lotniczego Embraer (w górę o 7,2 proc.), zyskujących na załamaniu lokalnej waluty.
Bolesne przebudzenie Wall Street
Poniedziałkowy krach to bezpośredni efekt brutalnej weryfikacji tak zwanego „Bolsonaro Trade”. Jak donosi agencja Bloomberg, Luiz Inácio Lula da Silva przypieczętował powrót na czwartą kadencję prezydencką, zdobywając 51,8 procent ważnych głosów w drugiej turze i pokonując faworyzowanego przez kręgi finansowe Flávio Bolsonaro (48,2 proc.). Prawicowy rywal natychmiast zażądał unieważnienia wyborów, zarzucając Sądowi Najwyższemu bezprawne przedłużenie godzin głosowania, co – jak podkreślają dziennikarze Bloomberga – dodatkowo zaogniło sytuację polityczną.
Dla największych banków inwestycyjnych wynik wyborów oznacza spektakularną porażkę prognostyczną. W publikacjach Bloomberga przypomniano, że po pierwszej turze wyborów UBS Global Wealth Management, Morgan Stanley, JPMorgan Chase oraz Citigroup prześcigały się w publikowaniu byczych rekomendacji, ściągając miliardowe napływy zagraniczne w nadziei na twardą dyscyplinę budżetową nowych rządów Bolsonaro.
Po nagłym zwrocie akcji – jak relacjonuje Bloomberg – analitycy JPMorgan błyskawicznie ścięli prognozy brazylijskiej waluty i stóp procentowych z „przeważaj” do „neutralnie”.
Fiskalny węzeł gordyjski
Z analiz publikowanych przez agencję Bloomberg wynika, że u podłoża rynkowej wyprzedaży leży głęboki brak wiary w odpowiedzialność budżetową lewicowego prezydenta. Osiemdziesięcioletni Lula od powrotu do władzy stawiał na stymulację konsumpcji i ekspansję kredytową, unikając jednocześnie niezbędnych cięć wydatków. W depeszach Bloomberga podkreślono, że w efekcie dług publiczny Brazylii przekracza dziś 80 procent PKB, a budżet jest zabetonowany wydatkami, z których trudno zrezygnować.
O powadze sytuacji świadczą przytaczane przez agencję rekordowe opóźnienia w spłacie zadłużenia gospodarstw domowych, zatory płatnicze milionów podmiotów gospodarczych oraz niespotykana wcześniej fala niewypłacalności w sektorze rolniczym. Przedstawiciele funduszy, z którymi rozmawiał Bloomberg, nie mają złudzeń, że kontynuacja tej polityki wymusi utrzymanie skrajnie restrykcyjnych warunków monetarnych.
Rynek wysyła władzom jasny sygnał o braku czasu na odpoczynek od reform i konieczności natychmiastowego zmierzenia się z problemem fiskalnym.
Perspektywa wyższych wydatków i utrzymującej się inflacji niemal całkowicie zamyka bankowi centralnemu drogę do obniżek stóp procentowych, skazując gospodarkę na długotrwałe funkcjonowanie w środowisku rekordowo wysokich realnych stóp. Eksperci wskazują, że choć mechanizm carry trade może w krótkim terminie powstrzymywać ucieczkę z reala, wysoki koszt pieniądza grozi zdławieniem inwestycji i dalszym pogłębieniem zapaści gospodarczej.

