
Najniebezpieczniejszy szlak morski świata. Wcale nie chodzi o cieśninę Ormuz
Morze Czarne stało się w 2026 roku najniebezpieczniejszym szlakiem morskim na świecie pod względem liczby ofiar wśród marynarzy, wynika z analizy brytyjskiego dziennika „Financial Times”.
Dla porównania w rejonie cieśniny Ormuz, będącej jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy naftowej, potwierdzono 24 ofiary śmiertelne.
Skala zagrożenia gwałtownie wzrosła w ostatnich miesiącach. Według Ambrey od lipca do września zaatakowano około 387 jednostek, ponad pięciokrotnie więcej niż w poprzednim kwartale.
Oznacza to średnio ponad cztery ataki dziennie. Część jednostek zostaje trafiona podczas ostrzałów portów, inne są bezpośrednim celem uderzeń.
Zagrożone są zarówno tankowce, jak i statki towarowe oraz jednostki transportujące zboże.
Niebezpieczeństwo wykracza już poza bezpośrednie sąsiedztwo rosyjskich i ukraińskich portów. Ataki odnotowano także na wodach w pobliżu Rumunii i Bułgarii, czyli państw NATO.
W opublikowanej 6 października analizie Ambrey wskazano, że trzy statki handlowe zostały zaatakowane w ciągu jednej doby w wyłącznych strefach ekonomicznych tych państw. Dwie jednostki zatonęły.
Rosja odpowiada za większość ataków
Według danych Ambrey Rosja odpowiadała za około 90 proc. uderzeń w statki odnotowanych w ciągu ostatnich 45 dni. Jednocześnie Ukraina prowadzi własną kampanię ataków na rosyjskie jednostki i infrastrukturę portową.
Początkowo ukraińskie operacje wymierzone były przede wszystkim w transport paliw na okupowany Krym. Z czasem rozszerzono je na żeglugę w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej, łączącej Morze Czarne z Morzem Azowskim.
„Wcześniej Ukraina atakowała kolektory załadunkowe albo unieruchamiała maszynownie czy stery. Teraz, podobnie jak Rosja, atakuje mostki i pomieszczenia mieszkalne na statkach, co może prowadzić do wzrostu liczby ofiar wśród załóg.”
Ataki zagrażają eksportowi zboża
Rosnące zagrożenie dla żeglugi ma również poważne konsekwencje gospodarcze. Ataki na statki i porty zakłócają eksport ukraińskiego zboża, a także transport rosyjskiej ropy naftowej.
Według danych największego prywatnego operatora portowego Ukrainy, TIS, we wrześniu porty w rejonie Wielkiej Odessy obsłużyły mniej niż 10 statków. Jeszcze w lipcu było ich około 400.
Ukraina próbuje przekierowywać część eksportu do mniejszych portów nad Dunajem. Te jednak również pozostają narażone na rosyjskie uderzenia i nie są w stanie w pełni zastąpić infrastruktury czarnomorskiej.
Z danych ukraińskiego resortu rolnictwa wynika, że w sierpniu eksport produktów rolnych drogą morską spadł do 1,4 mln ton, czyli do poziomu o około 75 proc. niższego niż przed rosyjską inwazją.
Sytuacja odbija się także na kosztach transportu. Według ustaleń „Financial Times” składki ubezpieczeniowe od ryzyka wojennego mogą sięgać nawet 15 proc. wartości statku, co zniechęca część armatorów do kierowania jednostek na Morze Czarne.
Eksperci ostrzegają przed dalszą eskalacją
Rosnące zagrożenie dla żeglugi wywołuje coraz większy niepokój w państwach regionu. Prezydent Rumunii Nicușor Dan oskarżył Rosję o eskalowanie działań wojennych w pobliżu terytorium NATO.
Niebezpieczeństwo dla statków wynika nie tylko z bezpośrednich ataków. Problemem pozostają również miny morskie oraz zakłócanie systemów nawigacji satelitarnej GPS.
Obawy dotyczą także przyszłości ukraińskiego rolnictwa. Utrudnienia w eksporcie ograniczają przychody producentów, którzy potrzebują pieniędzy na zakup paliwa, nasion i nawozów przed kolejnym sezonem.
Andrij Kłymenko, szef grupy monitorującej Czarnomorskiego Instytutu Badań Strategicznych, ostrzegł, że bez skutecznej interwencji międzynarodowej sytuacja może się jeszcze pogorszyć.
Jego zdaniem obecnie trudno oczekiwać zawieszenia broni na Morzu Czarnym, a konflikt może objąć kolejne obszary regionu.