
Przywódca z billboardu. Zalał europejską stolicę swoją twarzą
Aleksandar Vučić ustąpił z funkcji prezydenta Serbii i rozpisał przyspieszone wybory parlamentarne, dążąc do objęcia stanowiska premiera.
O władzę w Serbii walczą przede wszystkim dwa stronnictwa: Serbska Partia Postępowa (SNS) oraz Lista Studencka - Studenci Wygrywają. Vučić niedawno ustąpił z funkcji prezydenta i zarządził przyspieszone o rok wybory do Zgromadzenia Narodowego, by uzyskać fotel premiera. W ten sposób chciałby utrzymać władzę mimo społecznych niepokojów, bo jego druga kadencja głowy państwa musiałaby być ostatnią.
Belgrad tonie w wyborczej kampanii
W Belgradzie widać jak na tacy, jakich metod się ima, aby dopiąć swego. Przechodnie widzą gigantycznego Vučicia na froncie budynku blisko Nowego Pałacu, czyli siedziby serbskiego prezydenta. Wyświetla się tam na zmianę ze swoim „konkurentem” z innej listy wyborczej, ale przede wszystkim kolegą z rządzącego obozu - Ivicą Dačiciem.
Zdecydowana większość innych świetlnych agitek czy billboardów również promuje SNS, które startuje z listy numer 1. Partia władzy rozlokowała ich wiele obok siebie, w licznych punktach Belgradu. Na nich często pojawia się sam Vučić, w pozie męża stanu, obiecując „lepszą Serbię każdego dnia” i „zjednoczone” państwo.
Do drugiego hasła odnoszą się także inne plakaty SNS - ukazujące dłonie w geście porozumienia, z nałożonymi na nie konturami Serbii. Co istotne, w granicach ujęte jest Kosowo, które jednostronnie niecałe 19 lat temu ogłosiło niepodległość, a czego Belgrad nie zaakceptował.
Brudne zagrywki i wlepki
Lista Studencka też wywiesiła billboardy, lecz jest ich ewidentnie mniej. W ich przypadku doszło do bardzo nieczystej zagrywki ze strony zwolenników władzy, ponieważ gros z nich „ozdobiono” napisami oskarżającymi główną siłę opozycji o zdradę Serbii. Studenci, którzy przed wyborami spotykali się z aktami fizycznej agresji oraz niszczeniem ich kampanijnych materiałów, ratują się więc przede wszystkim wlepkami.
Wlepki promujące Listę Studenckę obsiadły belgradzką architekturę - są na murach, słupach, sygnalizatorach, poręczach, kioskach i stojących przy nich lodówkach z napojami czy wnętrzach pojazdów komunikacji miejskiej.
Politycy w Belgradzie walczą o władzę, ale ich metody przypominają te, z jakimi mamy do czynienia w Polsce, tylko w jeszcze bardziej agresywnej formie.
Wojenne dziedzictwo
W kampanii pojawia się również wątek wojny w Jugosławii z lat 90. - a dokładniej, jak rywalizujące strony oceniają jej uczestników. Poparcia Liście Studenckiej publicznie udzielili weterani tego konfliktu, zwolennicy obozu Vučicia natomiast zarzucają opozycji, że dla niej generał Ratko Mladić to zbrodniarz wojenny - i to powód, by na nią nie głosować.
Przypomnijmy: Mladicia, nazywanego „rzeźnikiem Bośni”, uznaje się za odpowiedzialnego za dokonanie masakry w Srebrenicy na muzułmańskich chłopcach i mężczyznach, jak również przeprowadzenie oblężenia Sarajewa. Został skazany przez międzynarodowy trybunał, zmarł w tym roku. W Serbii pod rządami Vučicia pożegnano go z honorami.
Kluczowe wybory
Pomimo incydentów, w serbskiej stolicy podczas głosowania panuje względny spokój. Co jakiś czas ulicami przejeżdżają policyjne kolumny, a okolice Nowego Pałacu są odcięte od reszty miasta przez służby. Gorąco może zrobić się jednak wieczorem, po ogłoszeniu wstępnych wyników.
Przedwyborcze sondaże wskazywały niewielką przewagę Listy Studenckiej nad SNS. Spodziewać się można wysokiej frekwencji, gdyż przed lokalami wyborczymi w Belgradzie widziano bardzo długie kolejki. Wynik głosowania przesądzi nie tylko o dalszych losach Vučicia oraz protestujących, ale i o pozycji Serbii wobec Unii Europejskiej, Rosji czy Chin.