Francja szykuje się na protesty. 70 tys. policjantów, śmigłowce i pojazdy opancerzone w gotowości
Francja rozmieściła 70 tysięcy policjantów, śmigłowce i pojazdy opancerzone w gotowości na sobotnie protesty, które mają objąć Paryż i Marsylię.
Demonstracje, tak jak przed tygodniem, mają uczestniczyć licealiści, studenci, związki zawodowe oraz grupy społeczne i zawodowe odczuwające skutki rosnących kosztów życia. Akcje protestu koordynowane są na stronie internetowej odwołującej się do ruchu żółtych kamizelek z lat 2018-19.
Bezpieczeństwo w stolicy
Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez poinformował, że w całym kraju rozmieszczono 70 tysięcy policjantów. Do działań skierowano również śmigłowce, pojazdy opancerzone oraz armatki wodne. Żołnierze z jednostki antyterrorystycznej patrolowali aleję Pól Elizejskich, a wokół Łuku Triumfalnego krążyły policyjne furgonetki.
To będzie długi dzień
Przygotowania biznesu
Ubiegłotygodniowe wydarzenia skłoniły właścicieli sklepów do podjęcia zabezpieczeń – zasłaniania witryn drewnianymi płytami, założenia dodatkowych żaluzji, a nawet korzystania z prywatnej ochrony. Organizacje branżowe wezwały, by nie utrzymywać sklepów otwartych, zwykle bowiem przed 1 listopada pojawia się wielu klientów.
Zakazy i zamknięcia
Turyści nie mogą w sobotę odwiedzić najsłynniejszych paryskich muzeów: Luwru i Museum d'Orsay, które są zamknięte. Z ruchu wyłączono 24 stacje metra – m.in. w rejonie Pól Elizejskich, gmachu parlamentu, placu Concorde.
Główne protesty są spodziewane w Paryżu i Marsylii, gdzie zaplanowano marsze. W stolicy pochód z udziałem związków zawodowych odbędzie się po południu – od godz. 14. Zgromadzenia w innych miastach – m.in. w Lyonie, Nicei i Montpellier – zostały zakazane przez władze lokalne.
Protesty w Europie
Francja nie jest jedynym europejskim państwem, w którym rosnące koszty życia wywołują społeczne niezadowolenie. W Belgii policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych do rozpędzenia demonstrantów w Brukseli i Liège. W Hiszpanii protestujący rozstawili namioty w centrum Madrytu, sprzeciwiając się gwałtownemu wzrostowi kosztów mieszkaniowych.
– Jestem bardzo zaniepokojony, ponieważ jest to nowe zjawisko, które ma również swoje źródło w sytuacji międzynarodowej i w związku z tym samo się napędza – powiedział burmistrz Mediolanu Giuseppe Sala.