Skip to main content
"Czekaliśmy, kiedy po nas przyjedziecie". Były analityk policji o sprawie Papały

"Czekaliśmy, kiedy po nas przyjedziecie". Były analityk policji o sprawie Papały

WP Wiadomości
23 paź 2026, 17:55Portale
Oryginał
3 min czytania

Marek Siewert, były analityk KGP, twierdzi, że generał Marek Papała nie był ofiarą spisku, ale pomyłki podczas nieudanej kradzieży samochodu.

Marek Papała nie zginął na zlecenie służb, tylko podczas nieudanej kradzieży samochodu. Tak przekonuje Marek Siewert, były analityk Biura Kryminalnego KGP.

W rozmowie z Mateuszem Baczyńskim na kanale „Teraz WP” analityk opowiada o przeoczonej łusce, notatce, która latami leżała w szafie, oraz o poleceniu, by nie zajmować się jednym z wątków.

Siewert trzykrotnie analizował akta sprawy Papały. Według niego generał zginął przypadkiem, gdy złodzieje samochodów próbowali ukraść jego auto.

Trop był w aktach już w 2000 roku. Igor M., pseudonim Patyk, przyznał wtedy, że w dniu zabójstwa chciał ukraść czerwony samochód spod bloku generała.

Według Siewerta przez ten czas nikt nie zrobił z tym nic. Sąd uniewinnił Igora M., ale analityk się nie poddaje i liczy na kasację.

Przeoczone dowody

„Czekaliśmy, kiedy po nas przyjedziecie” – tak miał powiedzieć policjantom Biker, członek grupy złodziei samochodów, gdy w 2010 roku wezwano go do Komendy Głównej Policji.

Od zabójstwa gen. Marka Papały minęło wtedy 12 lat. Zdaniem Marka Siewerta przez ten czas ludzie, którzy stali za śmiercią byłego szefa policji, spodziewali się zatrzymania.

Nie doczekali się, bo śledczy szukali spisku. Siewert to był analityk Biura Kryminalnego KGP i współautor książki „Sprawa Papały. Największa porażka polskiej policji”.

Gen. Papała został zastrzelony 25 czerwca 1998 roku na parkingu przed swoim blokiem przy ul. Rzymowskiego w Warszawie. Do dziś nikt nie poniósł za to odpowiedzialności.

Prokuratura niedawno ogłosiła, że znów pochyla się nad sprawą sprzed 28 lat.

Notatka w szafie

Według analityka prawdziwy trop od początku był w aktach. W 2000 roku Igor M. przyznał oficerowi służb, że 25 czerwca 1998 roku wieczorem był na parkingu przy Rzymowskiego.

Chciał ukraść czerwony samochód mieszkańcowi bloku. Daewoo Espero generała było czerwone. Ta notatka istniała przez te wszystkie lata i leżała w szafie – mówi Siewert.

Patyk został świadkiem koronnym w innej sprawie, a później zmienił wersję. Twierdził, że chciał ukraść Opla Omegę gangsterowi z Pruszkowa i widział uciekającego mężczyznę mówiącego po rosyjsku.

Warszawska prokuratura uznała go za cennego świadka. Prowadzący sprawę prokurator – jak twierdzi Siewert – nigdy nie spotkał się z analitykami, za to na piśmie zakazał im jakichkolwiek czynności wobec Patyka.

Wypadek przy pracy

W 2010 roku analitycy dotarli do kolegów Patyka. Biker opowiedział, że tamtej nocy przyjechał na Rzymowskiego, by pomóc w kradzieży. Usłyszał strzał i krzyk, że trzeba uciekać.

Siewert przekonuje, że nie było zlecenia ani planu: podczas szamotaniny pistolet wypalił, a generał akurat odwrócił głowę. – To był wypadek przy pracy – mówi.

Dlaczego bandyta miałby kraść Espero? – 30 lat temu nie było takiego wyboru aut jak dziś – odpowiada analityk. Grupa kradła też „samochody do pracy”, nawet Polonezy, choćby do napadów „na stłuczkę”.

Siewert wyrok szanuje, ale się z nim nie zgadza. – Największą porażką jest to, że teraz polska policja musi chronić zabójcę własnego generała – mówi i liczy na kasację.

Polecenie bezczynności

Pierwszy akt oskarżenia wskazywał jako zleceniodawcę Edwarda Mazura, polonijnego biznesmena ze Stanów Zjednoczonych. Siewert przekonuje, że Mazur pojawiał się w billingach generała tylko sporadycznie.

W dniu zabójstwa spotkali się, bo Mazur załatwiał Papale kurs angielskiego w USA. – Gdyby generał nie spotkał się tego dnia z Mazurem, nikt nie typowałby go jako zleceniodawcy – uważa analityk.

Jeden z ostatnich telefonów przed śmiercią generał wykonał do pani K., wysoko postawionej urzędniczki MSW. Analitycy sprawdzili plotki o romansie – nie potwierdziły się.

Jak twierdzi Siewert, dostali też sygnał, by tym wątkiem się nie zajmować, bo chodziło o ważną osobę w państwie. – Było takie polecenie, aby tę sprawę pozostawić tak, jak jest – mówi.

Mimo to sprawdzili, co trzeba. Siewert wskazuje na łuskę na dachu auta, którą przeoczono. Razem z nią mogły przepaść odciski palców i DNA osoby, która ładowała magazynek.

Brak odpowiedzi na szyfrogram

Łódzka prokuratura oskarżyła Igora M. o zabójstwo, ale sąd go uniewinnił. Zeznania Bikera, który się jąkał i gubił przed sądem, nie przekonały składu.

Po zabójstwie wszystkie jednostki garnizonu warszawskiego dostały szyfrogram: wytypować lokalne grupy kradnące auta, zatrzymać ich członków i sprawdzić ich alibi.

Siewert, wtedy policjant w Wołominie, sam to robił. Lata później, przeglądając teczkę z odpowiedziami, nie znalazł jednej – z Mokotowa, na terenie którego zginął generał.

– Gdyby wtedy rozliczono grupy złodziei samochodów z Mokotowa, być może sprawa zakończyłaby się na samym początku. I tak jak powiedział Biker: czekaliśmy, kiedy po nas przyjedziecie – podsumowuje Siewert.

Z.ai
Article written by AI
Z.ai GLM-4.7-FlashFree
Free AI articles150 of 150
No limit after signing in with Telegram