
Hennig-Kloska podkablowała Pełczyńską-Nałęcz. Ujawniła, jakie "kładła scenariusze"
Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska uznała odejście Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu za populistyczny ruch wyborczy i wyrachowanie, podczas gdy sama polityczka zadeklarowała odejście z powodu wartości.
Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska uznała odejście Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu za populistyczny ruch wyborczy i wyrachowanie.
Pełczyńska-Nałęcz z kolei odeszła z rządu Donalda Tuska, argumentując, że wartości są dla niej ważniejsze niż stanowiska.
Decyzja ministra funduszy i polityki regionalnej została ogłoszona na X tuż po głosowaniu w Sejmie w sprawie dwukadencyjności samorządów.
Hennig-Kloska stwierdziła, że Pełczyńska-Nałęcz planowała taki scenariusz kilka lat temu, aby opuścić rząd i udawać opozycję w razie słabych sondaży.
Polityczka zadeklarowała, że „wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki” i podziękowała za wspólne działanie przez prawie trzy lata.
W swoim oświadczeniu Hennig-Kloska zacytowała słowa Pełczyńskiej-Nałęcz o odejściu z rządu Tuska.
Powody odejścia i konflikt z Hołownią
Pełczyńska-Nałęcz wbiła szpilę w Szymona Hołownię, stwierdzając, że „partię zostawiam w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił”.
Hennig-Kloska uznała to za dowód, że władze poprzedniej partii podjęły osobę nieodpowiedzialną i niepoważną.
Ten sam portal ustalił, że powodem odejścia Pełczyńskiej-Nałęcz była walka o przywództwo w partii z Hołownią oraz decyzja Tuska o awansowaniu Andrzeja Domańskiego na wicepremiera.
Pełczyńska-Nałęcz przez wiele miesięcy walczyła o wicepremierstwo, które objął Domański.