Macron ostro o "głupich komentarzach" światowych przywódców
Emmanuel Macron ostro skrytykował wypowiedzi zagranicznych polityków na temat protestów we Francji, określając je jako niedopuszczalne i głupie.
W środę podczas wizyty w państwach arabskich w regionie Zatoki Perskiej prezydent Francji odniósł się do komentarzy na temat sytuacji we Francji. - Mieliśmy ludzi twierdzących, że zostaliśmy najechani przez hordy migrantów i islamistów, co jest całkowicie nieprawdziwe - powiedział Macron.
Prawda jest taka, że wszyscy, którzy teraz źle mówią o naszym kraju, to ludzie, którzy go nie kochają. I ci ludzie mnie irytują - dodał prezydent Francji.
Zapytany o to, czy wie o jakichkolwiek dowodach na zaangażowanie się zagranicy w te wydarzenia, Macron odpowiedział, że „nie ma widocznych oznak ingerencji zagranicy w te wydarzenia”.
Dodał jednak, że „doszło do zagranicznej manipulacji informacją, co doprowadziło do niedopuszczalnych i głupich komentarzy ze strony wielu osób, w tym zagranicznych przywódców”.
Chcemy porządku, szacunku i postępu dla naszego kraju. Ludzie nie mogą mówić rzeczy, które po prostu nie są prawdą
Trump i Vance o sytuacji we Francji
Donald Trump ocenił wcześniej, że Francja jest „podbijana, rabowana i palona doszczętnie przez migrantów, dżihadystów i komunistów, którzy nienawidzą chrześcijaństwa” i „samej zachodniej cywilizacji”.
Amerykański wiceprezydent J.D. Vance zasugerował, że za zamieszkami nad Sekwaną stoją migranci. „Zachodni liberałowie importowali Trzeci Świat do Francji i innych krajów w imię różnorodności i empatii” - napisał na portalu X.
Trump we wtorek z aprobatą odniósł się do komentarzy Vance'a, twierdząc, że „nie chodzi o edukację. Chodzi o imigrację”. „Chodzi o nielegalny napływ ludzi, którzy po prostu nienawidzą Francji” - stwierdził.
Premier o „agendzie destabilizacji”
Protesty we Francji, które rozpoczęły się we wrześniu jako demonstracje przeciwko reformie edukacji i kosztom życia, przerodziły się w akty przemocy. Tylko w ostatni weekend aresztowano ponad dwa tysiące osób.
Francuski premier Sebastien Lecornu powiedział w Senacie, że ostatnie akty przemocy wpisują się w „agendę destabilizacji”, o której realizowanie oskarżył „radykalną skrajną lewicę i ultralewicę”.
Jego zdaniem te grupy chcą „skazić” wybory prezydenckie wiosną 2027 roku. Władze Francji wprowadziły lokalnie godziny policyjne i zapowiedziały „ogromną” obecność policji na wypadek kolejnych protestów.