W niedzielę El Clasico. Przyjazd Jose Mourinho na Camp Nou budzi duże emocje
José Mourinho wraca na Camp Nou, by poprowadzić Real Madryt w meczu z Barceloną, po 13-letniej przerwie od starcia z tym rywalem.
Mecz w niedzielę o 21.00 w Canal+ Sport to nie zwykły mecz ligowy, ale starcie, które od lat budzi ogromne emocje. Portugalczyk spowodował, że mecze Barcelony z Realem stały się futbolową wojną, a jego przyjazd na Camp Nou budzi emocje.
W zeszłym sezonie Królewscy przeżyli wszystkie możliwe upokorzenia, a z Katalończykami, odkąd prowadzi ich Hansi Flick, przegrali aż sześć z siedmiu meczów. W Madrycie liczą na to, że statystyki ulegną wreszcie poprawie.
Real traci już sześć punktów do Barcelony i nie może sobie pozwolić na kolejne porażki. Z kolei Katalończycy zaczęli sezon perfekcyjnie – od dziewięciu zwycięstw (wliczając Ligę Mistrzów, było ich łącznie nawet 11).
Ta seria została jednak przerwana w Paryżu (2:4). Porażka z PSG nie odbije się na naszej dyspozycji – zapewnia gwiazdor Barcelony Raphinha, a trener Flick przekonuje, że bardziej niż pierwsza przegrana w sezonie martwią go kontuzje.
Ze składu wypadł Dani Olmo. Gotowy na szlagier z Realem nie będzie też raczej Jules Kounde. To oznacza, że Flick może mieć kłopoty z zestawieniem obrony.
Real bez Viniciusa Juniora
Od tygodnia wiadomo, że Królewskim nie pomoże z kolei Vinicius Junior, który za pociągnięcie rywala za włosy został zdyskwalifikowany na cztery spotkania ligowe. Karę ogłoszono tuż przed meczem Ligi Mistrzów, co doprowadziło Mourinho do furii.
Dlaczego nie zrobili tego rano lub w porze lunchu? Nie powinni zapominać, że Real to hiszpańska drużyna.
Viniciusa Juniora zastąpi w niedzielę Yan Diomande. Zmienił go też ostatnio w drugiej połowie meczu z RB Lipsk (4:1) i zagrał tak dobrze, że Kylian Mbappe, wybrany na najlepszego zawodnika tego spotkania, chciał oddać młodemu Iworyjczykowi swoją nagrodę.
19-letni Diomande asystował przy jego bramce, a potem sam popisał się jeszcze piękniejszym trafieniem. Mimo wysokiego zwycięstwa Mourinho nie był do końca zadowolony z postawy swoich piłkarzy. Martwił go przede wszystkim stracony gol.
Thibaut Courtois nie zasłużył, żeby koledzy zrujnowali mu wieczór.
Zwracał również uwagę na to, że po Lidze Mistrzów jego zespół będzie miał 24 godziny mniej na odpoczynek niż Katalończycy. – Ale damy radę – zapowiada Portugalczyk.

