
Lwów ogłasza rok UPA. Głupota, prowokacja czy sondowanie Polaków?
Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok rokiem UPA i Romana Szuchewycza, wywołując kryzys w relacjach polsko-ukraińskich.
Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok rokiem UPA i Romana Szuchewycza, dowódcy formacji, która w latach 1943-1945 przeprowadziła czystkę etniczną na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Decyzja ta wywołała kryzys w relacjach polsko-ukraińskich, a polscy politycy i historycy oceniają ją jako nieprzyjazny gest wobec Polski.
Ukraiński MSZ zdystansował się od tej uchwały, a według nieoficjalnych informacji rada ma się z niej wycofać. Prof. Grzegorz Motyka, historyk i członek Kolegium IPN, ocenia jednak, że taka decyzja w czasie wojny zniechęca Polaków do pomagania Ukrainie.
Zbrodnie na Wołyniu
Historyk przypomina, że od 2015 roku, gdy Rada Najwyższa uznała OUN i UPA za organizacje niepodległościowe, ukraińskie państwo oficjalnie kultywuje pamięć o tych formacjach. Motyka podkreśla, że zbrodnie na Wołyniu nie były dziełem pojedynczych dowódców, ale decyzjami podjętymi na najwyższym szczeblu banderowskiego kierownictwa podziemia.
Decyzje o tym, żeby usunąć polską ludność, zapadały na najwyższym szczeblu banderowskiego kierownictwa podziemia.
Motyka przypomina dokument, który sam odnalazł w kijowskim archiwum w 1995 roku. Wynika z niego, że Szuchewycz wydał rozkaz usunięcia z Galicji Wschodniej całej ludności polskiej, czyli blisko 956 tysięcy osób. Formalnie rozkaz nakazywał zabijać w razie oporu tylko mężczyzn, ale Szuchewycz przyznawał, że część oddziałów mordowała też kobiety i dzieci.
Reakcje i oczekiwania
Motyka uważa, że przełom w relacjach polsko-ukraińskich jest możliwy, ale wymaga jednego gestu od państwa ukraińskiego. – Jeśli czegoś bym oczekiwał od państwa ukraińskiego, to tylko i aż tego, aby przyznano, że UPA przeprowadziła masową operację antypolską, i aby prezydent czy inny urzędnik powiedział, że państwo ukraińskie to potępia – mówi historyk.
Opowieści, że przecież tyle razy przepraszaliśmy, nie do końca opisują rzeczywistość. Te przeprosiny zawsze były przeprosinami za wzajemne zbrodnie, a to jest zupełnie co innego.
Historyk przestrzega przed żądaniami, które nazywa „nadmiarowymi”, takimi jak uchylenie ustaw z 2015 roku. Krytycznie ocenia jednak honorowanie UPA przez państwo, np. nadawanie jej imienia jednostkom wojskowym. Podkreśla, że w żaden sposób nie należy obciążać odpowiedzialnością za te zbrodnie tzw. zwykłych Ukraińców.