Francja słono płaci za zamieszki. Odsetki od olbrzymiego długu najwyższe od ćwierć wieku
Oprocentowanie 10-letnich francuskich obligacji przekroczyło 5 proc., osiągając poziom nie widziany od ćwierćwiecza, a zamieszki w kraju pogłębiają niechęć inwestorów do kupowania francuskiego długu.
Zamieszki we Francji odbijają się na gospodarce tego kraju nie tylko poprzez zniszczenia infrastruktury, ale przede wszystkim na rynku obligacji. Oprocentowanie 10-letnich obligacji Francji przekroczyło 5 proc., osiągając poziom nie widziany od 2002 roku. Dług publiczny Francji wynosi obecnie 119 proc. PKB, co w wartościach nominalnych stanowi 3 bln 595 mld euro.
W samym tylko drugim kwartale tego roku dług wzrósł o 59,6 mld euro, a w pierwszej połowie roku o 135 mld euro. Ostatnie brutalne zamieszki w Paryżu i innych miastach, przeprowadzone przez środowiska imigranckie i skrajną lewicę pod kierownictwem Jean-Luca Melenchona, wywołały ostrą niechęć do kupowania francuskiego długu.
Presja rynkowa
W czwartek oprocentowanie 10-letnich obligacji Francji przekroczyło 5,1 proc. Gdyby taki poziom dotyczył całego długu kraju, odsetki pochłaniałyby około 6 proc. PKB. Dla porównania, polskie obligacje notowane są z rentownością niemal 6,5 proc., czyli 1,4 pkt proc. wyżej.
Rynki finansowe wywierają coraz większą presję na Francję, aby uzdrowiła swoje finanse. Inwestorzy obawiają się, że podzielony politycznie parlament będzie miał trudności z osiągnięciem porozumienia w sprawie cięć wydatków niezbędnych do zmniejszenia rosnącego deficytu i długu publicznego kraju.
Trudny budżet
Rząd Francji negocjuje obecnie budżet na 2027 rok, planując cięcia wydatków o wartości 54 mld euro. Deficyt w 2026 roku ma wynieść 5,1 proc. PKB, a prognozy EBC na 2027 rok mówią o wzroście do nawet 5,7 proc.
Na przeszkodzie cięciom stoją zbliżające się wybory prezydenckie, które odbędą się w kwietniu przyszłego roku. Kadencja prezydenta trwa pięć lat, a nikt nie chce przyjąć na siebie odpowiedzialności za cięcia wydatków socjalnych.
Plan Le Pen
Obecna faworytka sondaży prezydenckich, Marine Le Pen, zapowiedziała, że może sprowadzić deficyt poniżej 3 proc. w ciągu 18 miesięcy od wyboru. Jej plan obejmuje ograniczenie wydatków związanych z migracją o 12 mld euro, zmniejszenie składki do UE o 9-20 mld euro rocznie oraz likwidację części agencji publicznych.
Najbardziej kontrowersyjny punkt to przywrócenie wieku emerytalnego 62 lata (dla części pracowników nawet 60 lat). Cały plan zakłada 140 mld euro oszczędności netto do 2032 roku, obniżenie deficytu poniżej 3 proc. PKB do 2030 roku oraz równoczesne obniżki podatków o ok. 30 mld euro.
W ostatnich sondażach Marine Le Pen ma 34-36 proc. głosów, a większość badań przewiduje jej zwycięstwo w drugiej turze nad każdym z kontrkandydatów, zwłaszcza nad Jean-Lucem Mélenchonem.
