
Trener Chwalińskiej powiedział prawdę o Mai. "Ona to maskuje" - Sport.pl
Maja Chwalińska pokonała Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2 w finale turnieju WTA 1000 w Wuhanie i awansowała w rankingu z miejsca 22. na 11.
Maja Chwalińska odniosła swój pierwszy w karierze tytuł rangi WTA 1000, pokonując w finale turnieju w Wuhanie Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2. Polka, która przegrywała już 0:2, przełamała wynik i spuentowała świetne dni w Chinach.
W półfinale Chwalińska pokonała liderkę światowego rankingu Igę Świątek 7:5, 6:1, co było jednym z największych sukcesów w jej dotychczasowej karierze.
Dzięki tytułowi w Wuhanie zawodniczka awansowała w rankingu WTA z miejsca 22. na 11.
Trener Chwalińskiej, Jaroslav Machovsky, przyznał, że jego podopieczna wcale nie jest wolna od nerwów, ale maskuje je przed przeciwnikami.
Ona to maskuje. I stara się dalej.
Machovsky zaznaczył, że mimo wygranej w finale wcale nie płakał z radości, a jedynym wyrazem emocji był uścisk rąk z zawodniczką.
Chyba nawet nic nie mówiliśmy w tamtej chwili, gdy się razem cieszyliśmy. Wystarczyło, że po prostu możemy się pościskać i razem poczuć, jaki to jest piękny moment.
Polka zakończyła turniej w Wuhanie w godzinie 23. i nie ma czasu na świętowanie, ponieważ musi zdecydować, czy pojawi się na kolejnym turnieju WTA 500 w Ningbo.
Poczekamy. Nie będziemy się dziś spieszyli z decydowaniem, bo to jest trudna decyzja do podjęcia. Wyśpimy się i dopiero o tym porozmawiamy.
Jeśli Chwalińska zagra w Ningbo, zmierzy się tam w pierwszej rundzie z Katarzyną Kawą.
Machovsky przyznał, że mimo sukcesu w Wuhanie nie porównuje go do finału Rolanda Garrosa z czerwca, ponieważ wielki szlem to „coś specjalnego”.
Trener zaznaczył, że Chwalińska wykazuje ogromne doświadczenie i charakter, co było widoczne zwłaszcza w finale, gdzie mimo zalewu 2:6, 0:2 nie poddała się.
Machovsky podkreślił, że Chwalińska ma wielką chęć do pracy i że oboje wierzą, że mogą osiągać kolejne sukcesy.
Zawodniczka i trener planują wrócić do pracy już po krótkim świętowaniu.