Twierdzi, że lekarze ją odesłali. Po kilku godzinach w domu urodziła syna. Szpital podaje inną wersję
26-letni mężczyzna zdemolował SOR w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym po domowym porodzie partnerki, w którym dziecko uderzyło główką o podłogę.
O awanturze w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym informowaliśmy w ubiegłym tygodniu. 26-letni mężczyzna wdał się w kłótnię z położnymi oraz pracownikami SOR. Podejrzany jest o kierowanie wobec nich gróźb karalnych, znieważenie, naruszenie nietykalności cielesnej oraz zniszczenie szpitalnego mienia, wartego 67 tysięcy złotych.
Różne wersje zdarzeń
Partnerka 26-latka zgłosiła się na początku października do placówki z bólem brzucha, który interpretowała jako skurcze porodowe. Lekarze orzekli, że poród jeszcze się nie zaczął. Przedstawiciele szpitalu twierdzą, że pacjentka na własne życzenie została wypuszczona do domu.
Nie wpisałam się na żądanie. Nie podpisywałam żadnych papierów, że na żądanie. Nic takiego nie miało miejsca
Pełnomocnicy rodziny przekazali, że kobieta zwróciła się do placówki z wnioskiem o hospitalizację, a personel medyczny nie stwierdził wskazań do jej hospitalizacji. Rodzina zwróciła się też o udostępnienie dokumentacji medycznej, lecz dotąd jej nie otrzymała.
Domowy poród i konsekwencje
Po opuszczeniu szpitala kobieta urodziła syna w łazience. - Mały wypadł, uderzając główką o podłogę - relacjonowała. Kobieta i dziecko wrócili do szpitala karetką, a wtedy miała miejsce awantura z udziałem partnera.
Mężczyzna tłumaczy, że działał w emocjach. - Od tych informacji, które dostałem, miałem w głowie taką myśl, że dziecko może nie żyć. Nie dostałem informacji o oznakach życia, tylko po prostu, że leży i jest całe sine, jest masa krwi - wyjaśniał. Obecnie stan dziecka jest określany jako dobry.
Do Rzecznika Praw Pacjenta została skarga na działania personelu szpitalu. Sprawę awantury bada policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Południe. 26-latek ma status podejrzanego.