
Kulesza i Dymecki jako para? Po tym filmie mam do polskiego kina jeden apel - Gazeta
Debiutująca reżyserka Julia Rogowska stworzyła polski film science fiction „Czas, który nie nadszedł” z Agatą Kuleszą i Dobromirem Dymeckim, który trafił do kin 16 października.
„Czas, który nie nadszedł” to połączenie wielu zaskakujących elementów. Debiutująca reżyserka Julia Rogowska i gwiazdorska obsada z Agatą Kuleszą oraz Dobromirem Dymeckim tworzą film, który łączy w sobie science fiction, elementy dystopii i melodramatu. Produkcja, mimo obaw przed polskim kinem sci-fi, udaje się uniknąć pułapek naciąganych scenariuszy czy słabych efektów specjalnych.
Film koresponduje tematycznie z hollywoodzkim obrazem „Ludzkie dzieci” z 2006 roku, ale wprowadza własne, oryginalne rozwiązania. Opowiada historię społeczeństwa, które próbuje zlikwidować starość, a na tym tle para dawnych kochanków konfrontuje się z zagrzebanymi uczuciami i konsekwencją swoich decyzji.
Historia miłości w dystopii
Wszystko kręci się wokół postaci Sary, którą poznajemy jako młodą dziewczynę (Anna Bieżyńska) na dworcu. Spotyka tam Oskara (Dobromir Dymecki), który pomaga jej w trudnej sytuacji. Ich relacja rozwija się naturalnie, a aktorzy grają tak uroczo i nienachalnie, że widz od razu w nią wierzy.
Okazuje się jednak, że ta scena to wspomnienie. Obecnie Sarę gra Agata Kulesza - kobieta żyjąca w zamkniętym ośrodku dla osób, które zrezygnowały z przyjęcia kuracji antygeriatrycznej. Ta terapia zapobiega starzeniu się, ale skraca życie - osoby, które ją przyjęły, umierają niedługo po 70. urodzinach.
Świat bez starości
Rządząca krajem partia uznała, że w nowym społeczeństwie nie ma miejsca dla starości i chorób. Ci, którzy wybrali starzenie, zostali wykluczeni z życia publicznego i zamknięci w wydzielonych ośrodkach. Sara, jako buntowniczka, znajduje sposób na ucieczkę, ale wszystko idzie nie zgodnie z planem.
Zdesperowana prosi o pomoc niewidzianego od lat Oskara, który podjął inną decyzję. Nieplanowane spotkanie zmusza ich do konfrontacji z wypartymi uczuciami. Jak zauważa recenzentka: Kulesza i Dymecki prowadzą tę historię tak, że łatwo postawić się w miejscu poszczególnych postaci i zrozumieć, na czym polegają dylematy, z którymi się zmagają.
Siła aktorstwa
Siłą filmu są wiarygodni bohaterowie i ich relacje. Agata Kulesza tworzy charyzmatyczną, łatwą do polubienia, a jednocześnie wielowymiarową postać. Jej Sara jest jednocześnie tabu w społeczeństwie, które odrzuca starość.
Dobromir Dymecki wciela się w postać romantycznego, ale nie afektowanego Oskara - jednocześnie fajnego chłopaka z sąsiedztwa i mężczyznę skontaktowanego ze swoimi emocjami. Jak podkreśla recenzentka: „Jego Oskar jest romantyczny, ale nie afektowany. To jednocześnie fajny chłopak z sąsiedztwa, który zaskakująco dobrze jak na faceta jest skontaktowany ze swoimi emocjami.”
Warto też docenić inne role - Michaliny Łabacz i Macieja Musiała, który jednym dialogiem udowadnia, że potrafi oddać mentalność polskiego archetypowego ojca-marudy.
Wizualny kontrast
Film wyróżnia się silnym podziałem wizualnym na dwa światy. Nowoczesny jest chłodny, betonowo-stalowy, minimalistyczny i niemal sterylny. Świat starości, z drugiej strony, jest jak pocztówka z przeszłości - obdrapany, nieregularny i pełen niedoskonałości. Taki kontrast wizualny podkreśla ideologiczne różnice między tymi światami.
„Czas, który nie nadszedł” to ostrzeżenie przed światem, w którym bycie sobą może być zbrodnią, ale przede wszystkim poruszająca historia miłosna, w którą wierzy się bez względu na dystopijne dekoracje. Film w kinach od 16 października.