Gdzie jest "Madziar"? Rosjanie bezradni, są gotowi zapłacić 20 mln dolarów
Rosyjskie służby wywiadowcze uruchomiły w tym celu postsowieckie sieci przestępcze i zaoferowały 20 mln dolarów za informację o miejscu pobytu Roberta Browdiego, zwanego „Madziarem”.
Robert Browdi, znany jako „Madziar”, jest jednym z najważniejszych celów rosyjskich służb. Rosjanie są gotowi zapłacić 20 mln dolarów za informację o miejscu pobytu jednego człowieka. Według „The Wall Street Journal” Kreml miał uruchomić w tym celu postsowieckie sieci przestępcze, które mają pomóc ustalić, gdzie znajduje się ukraiński dowódca.
Browdi dowodzi formacją, która liczy około 2,5 proc. ukraińskich sił zbrojnych, a według danych przedstawianych przez same Siły Systemów Bezzałogowych odpowiada za około jedną trzecią rosyjskich strat z ostatniego roku.
To właśnie drony sprawiły, że Browdi stał się dla Rosjan wyjątkowo niewygodnym przeciwnikiem. Zwłaszcza że siły dowodzone przez „Madziara” nie ograniczają się do rozpoznania i ataków bezpośrednio na linii frontu. Ukraińskie jednostki bezzałogowe prowadzą również uderzenia na rosyjską logistykę, stanowiska dowodzenia, obronę powietrzną, infrastrukturę kolejową i obiekty położone setki kilometrów od frontu.
Wojna na dane
Browdi nie jest przy tym oficerem, który ma za sobą kilkanaście lat służby. Przed wojną był przedsiębiorcą. Zajmował się handlem żywnością i deweloperką. Pełnił funkcję dyrektora generalnego Giełdy Rolnej Ukrainy w Ministerstwie Polityki Agrarnej.
W lutym 2022 r., tuż przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji, Robert Browdi zgłosił się do obrony terytorialnej w Kijowie. Po 24 lutego został dowódcą plutonu strzeleckiego w 206. batalionie obrony terytorialnej, a później wraz z całym plutonem trafił jako uzupełnienie do 28. Samodzielnej Brygady Zmotoryzowanej. Walczył w rejonie Irpienia, Buczy i Borodzianki.
W maju 2022 r., po przeniesieniu do 59. Samodzielnej Brygady Piechoty Zmotoryzowanej, stworzył oddział operatorów bezzałogowców znany jako „Ptaki Madziara”. Początkowo jego żołnierze zajmowali się rozpoznaniem, korygowaniem ognia artylerii i walką radioelektroniczną. Z czasem zaczęli również wykorzystywać drony do bezpośrednich ataków na rosyjskie cele.
W latach 2022-2023 „Ptaki Madziara” walczyły m.in. w rejonie Mikołajowa i Chersonia, a następnie pod Bachmutem i Sołedarem. Jednocześnie oddział szybko się rozrastał. W 2023 r. został przekształcony w kompanię, w styczniu 2024 r. w 414. samodzielny batalion uderzeniowych systemów bezzałogowych w strukturze piechoty morskiej, a kilka miesięcy później w pułk. W grudniu 2024 r. osiągnął poziom brygady.
W ciągu niespełna trzech lat niewielki oddział operatorów dronów stał się dużą formacją wyspecjalizowaną w wojnie bezzałogowej. Browdi rósł razem z nim. Obecnie jest majorem Sił Zbrojnych Ukrainy.
Jego podejście do prowadzenia wojny jest bardzo podobne do sposobu, w jaki prowadził swoje biznesy. Kierowanie zgrupowaniem opiera na dogłębnej analizie danych. W centrum dowodzenia ukraińskich droniarzy zbierane są informacje o kolejnych misjach, trafieniach i stratach przeciwnika.
Jego ludzie archiwizują codziennie od 10 do 12 terabajtów danych, które mają później służyć również do budowy modeli sztucznej inteligencji.
Według danych przedstawianych przez dowódcę w pierwszych pięciu miesiącach 2026 r. ukraińskie formacje dronowe miały wyeliminować ponad 50 tys. rosyjskich żołnierzy i zaatakować ponad 176,5 tys. celów.
Bezradność wywiadu
Rosjanie doskonale wiedzą więc, z czym mają do czynienia i jak wielkie kłopoty im to stwarzają. Problem polega na tym, że wiedza o sposobie działania przeciwnika nie oznacza jeszcze zdolności do jego znalezienia. W przypadku Browdiego środki bezpieczeństwa są bardzo restrykcyjne.
Podczas spotkania z dziennikarką „Wall Street Journal” jej telefon musiał zostać przełączony w tryb samolotowy, a następnie schowany do torby z klatką Faradaya blokującej sygnały radiowe, Wi-Fi, Bluetooth i GPS. Do tajnego centrum dowodzenia przewieziono ją samochodem z przyciemnionymi szybami, a lokalizacja obiektu nie została ujawniona.
Dlatego Rosjanie, choć od lat inwestują ogromne środki w rozpoznanie radioelektroniczne, satelitarne i agenturalne, są praktycznie bezradni. Mają własne bezzałogowce, rozbudowane systemy rozpoznania i doświadczenie w polowaniu na ukraińskich dowódców. Mimo tego w przypadku Browdiego muszą sięgać po rozwiązanie rodem ze Związku Radzieckiego i zaoferowali 20 mln dolarów ludziom z półświatka, którzy mogą wiedzieć, gdzie przebywa.
Nie oznacza to oczywiście, że rosyjski wywiad niczego o Browdim nie wie. Przeciwnie, jego działalność jest z pewnością obserwowana na wiele sposobów. Problemem jest ustalenie jego aktualnej lokalizacji i uzyskanie informacji wystarczająco dokładnej, aby można było przeprowadzić skuteczne uderzenie. To dwie różne rzeczy. Można wiedzieć, że ktoś dowodzi operacjami z określonego regionu, a jednocześnie nie wiedzieć, w którym budynku będzie za kilka godzin.
Ukraińcy od początku wojny pokazali zresztą, że w tej grze potrafią utrzymywać przewagę informacyjną. Ich wywiad i kontrwywiad wielokrotnie wykorzystywały informacje o rosyjskich dowódcach, stanowiskach dowodzenia, logistyce czy ruchach wojsk.
Rosjanie również odnosili sukcesy, ale przypadek Browdiego pokazuje, że znalezienie człowieka stojącego za całym systemem ukraińskich operacji bezzałogowych wciąż jest dla nich problemem. I jak na razie wygląda na to, że znacznie łatwiej jest im wysłać drona nad Ukrainę niż znaleźć miejsce, z którym tymi dronami dowodzi „Madziar”.